gwiôzda

pòkôza sã nowô gwiôzda na niebie

z ksãżëca ceką krople makòwé

i egzystencjô rodzy sã z glënë

wszedł nowi òddech w bëcé i czas

pòstãpnô jindiwidualnô psyche

anima ze swiądą jestestwa i jiwrów

w nowi chronotop wcësniãtô

młodé w jabłóni rodzącé sã jabłkò

prawie co spôdô i kùlô sã i biegnie

w nieògarnionëch sztrukturach bëtu

wëmikô sã egzystencjalnym jigróm

jak wòlno lôtający widny bączk pò lëfce

pòswiôdczonô w jestestwie gwiôzda

wëkąpawszi sã w wieczny żëcô stëdni

jak sztrëchùlc zapôlóny na wietrze

w òntologiã wpisóną dzejową

sama zgasnie jedna na wiedno

jak habrowô kòniecznosc przewrotnô

Geschichtlichsein równak bëc mùszi

Heideggera jestestwò pierwòtné

Stegna 4/2008

Nen wpisënk òstôł dodóny w sob., 27, séw., 2008 ò 4:11 pp ë nalôzł sã w dzélu Kùńszt Artiznë. Mòżeta dozérac nen wpisënk dzãka pòwrózkòwi RSS 2.0. Mòżeta òstawic dopòwiesc , abò trackback ze swòji starnë.

3 dopòw. »

Dopòwiesc przez ptaszka — ru. 31, 2008 @ 9:04 pp

Nie jestem w stanie skomentować tego utworu po kaszubsku. Nie opanowałam jeszcze dostatecznej liczby słów abstrakcyjnych, przepraszam.
Ten utwór jest trudny w odbiorze, próbując go zrozumieć, musiałam odświeżyć swoją, dawno już zapomnianą, wiedzę o filozofii Heideggera.
Właśnie, zrozumieć, nie zaś odczuć. Słowa tego utworu niosą wiele znaczeń, budzą mnóstwo skojarzeń z rozmaitymi koncepcjami filozoficznymi, mnóstwo tu ważnych, wielkich słów: egzystencja, byt, świadomość, jestestwo, chronotop, ontologia. Są nie tylko abstrakty, pojawia się też księżyc, mak, glina, jabłko, bączek, zapałka… Ale to wszystko nie budzi we mnie emocji, nie zadziwia, nie zachwyca…
Czegoś tu brakuje?

Dopòwiesc przez Szadi — lëst. 2, 2008 @ 8:19 pp

A wedle mie niczégò nie feleje. Wierzt ò narodzenach, zôczątkù, pierszim òddechù pòstãpny jistotë i ò ji zgasniãcym. Në, wierã, że jô lechò zjinterpretowôł:) Nie ùkriwóm, że jem mùszôł gò dokładno i pòmału przeczetac czile razë, żbë zrozmiec:)

Dopòwiesc przez ptaszka — lëst. 2, 2008 @ 10:49 pp

Nie napisałam, że czegoś tu brakuje, tylko zastanawiałam się, czy czegoś tu brakuje:)

To, że wiersz jest trudny, nie stanowi, rzecz jasna, zarzutu. Zakładam, że twórcy dzielą się swoimi przemyśleniami z czytelnikiem (potencjalnym), by skłonić go do myślenia, a że myślenie czasami boli… ;)

Dziś zaczęłam się zastanawiać, czy nie podjąć próby interpretacji tego utworu poprzez skojarzenie z “Przypowieścią o maku” (ze Świat. Poema naiwne) Miłosza. Sądzę bowiem, że słowa “z ksãżëca ceką krople makòwé” mogą być nawiązaniem np. do Miłoszowych słów:
“Na ziarnku maku stoi mały dom,
Pieski szczekają na księżyc makowy (…)”. Ciekawe, czy mam rację?

Sprawiałoby to, że utwór okazałby się jeszcze bardziej “erudycyjny” niż wcześniej mi się wydawało. Wiersze Miłosza z pierwszych (kilkudziesiąt:) lat twórczości też nazywa się erudycyjnymi, trudnymi, a że Miłosz uchodzi za Wielkiego Mistrza, można to uznać za dowód na rzecz tezy, że nazywanie wiersza trudnym i erudycyjnym nie ma stanowić obelgi w moich ustach:)

Krytyka literacka na ogół uzurpuje sobie prawo do wydawania sądów o dziele, do oceniania go; rzecz jasna podstawą oceny mogą być rozmaite mniej i bardziej obiektywne kryteria. Jednak podstawowym kryterium zawsze pozostaje gust krytyka - i tu jest pies pogrzebany… Wolę takie niby-naiwne wiersze jak głęboka “Przypowieść o maku”, w której są prawie same zwyczajne, codzienne słowa, od utworów, do których czytania potrzebuję słownika wyrazów obcych, skróconej wersji historii filozofii, podstaw teorii bytu itd.

Wolę wiersze, które mogą zostać zrozumiane i przeżyte przez każdego czytelnika, nie tylko przez czytelnika erudytę:) Dlatego na przykład przedkładam wiersze księdza Twardowskiego nad poezje księdza Pasierba - choć obu uważam za ważnych poetów.

Konkluzja: wierszowi Hany prawdopodobnie niczego nie brakuje. Może to mi brakuje cierpliwości do przedzierania się przez gąszcz skomplikowanych teorii, które wykorzystuje w swoim wierszu?

Dodôj dopòwiesc